Mistrzostwo świata (i okolic)
Posted by Kajak in Felietony, Mimośród słowny on 5 Kwiecień 2011
Mistrzostwem świata (i okolic) jest hipokryzja polityków. PiS uzupełnia Raport o stanie Państwa “na prośbę działaczy ze Śląska” (uzupełnienie to zmiana kilku słów). PO prowadzi “konsultacje społeczne” w sprawie OFE (he, he, he), SLD wykazuje “lewicową wrażliwość” (buahahahaha), PSL “popiera reformy systemu emerytalnego” (byle nie w KRUS), PJN “przeprasza za Kaczyńskiego”.
Ożesz, w mordę…
Rozumiem, że mamy w te wszystkie rzeczy uwierzyć? Niby jak? Politycy mają nas za stado baranów… A my wciąż dajemy się golić.
Ale nie o tym miało być. Bo prawdziwym mistrzostwem świata i okolic jest (werble, trąbki i czerwony dywan) wszechstronność różnego rodzaju związków. Są związki małżeńskie (najczęściej na dobre, choć zdarzy się i na złe, a czasem nawet M. jak miłość), są związki zawodowe (które z zawodem mają tyle wspólnego, że szeregowi członkowie zawodzą jak barany na każde skinienie lidera), są związki sportowe (których działacze, w przeciwieństwie do sportowców, trenują wyłącznie lekkoatletykę – sztafetę 4×100 bez zapitki – czasem przez przeszkody w parku olimpijskim, a czasem na płasko w hotelowych pokojach), związki wyznaniowe, związki hodowców, plantatorów (dlaczego jeszcze nie ma Związku Plantatorów Konopi Indyjskich?), związki bojowników, związki byłych, przyszłych i obecnych, artystów, pisarzy… Ufff…. Cały świat związków.
A czy ktoś wie, czemu te związki służą?
…
Niczemu! Naprawdę! Umowy, statuty, uchwały mają rozbuchane i rozdmuchane, ale zazwyczaj nie służą niczemu. Przynajmniej w ostatnich kilkudziesięciu latach. Ostatnim Związkiem, który czemuś służył była “Solidarność“, ale to też już odległa historia. Nie wierzycie? No to zobaczmy:
- Związek małżeński – czy bez zawarcia tegoż ludzie nie mogą się kochać, płodzić dzieci, razem mieszkać, wspólnie gospodarować? Mogą! Ba, często wychodzi im to lepiej “bez papierka”. Ale związek małżeński ma się nieźle – zwłaszcza w zakresie generowania rozwodów…
- Związki zawodowe – czy w ostatnich dziesięcioleciach ochroniły na stałe jakieś miejsca pracy? Gdzie są stocznie? Gdzie efektywna kolej, gdzie zreformowana i sprawna edukacja czy służba zdrowia? Brak… A zwolnienia, jak nie od razu, przyszły potem.
- Związki artystów – czy ktoś słyszał, żeby chroniły artystów jako ogół? Nie. Zazwyczaj są sceną walki różnych koterii i układzików, w ostateczności próbują na siłę udowodnić swoją przydatność, organizując dziwne akcje – a to festiwal, a to happening… ani ZAiKS, ani ZASP, ani żaden inny związek jakoś sztuce, twórcom jako ogółowi się nie przysłużył…
- Związki sportowe – hehe, tu napiszę tylko: PZPN, PZPS, PZKosz, PZŻ – ci którzy są na bieżąco, nie potrzebują komentarza…
- Związki plantatorów i hodowców – w statutach mają promocję określonego typu hodowli/upraw. Czyli, jakby literalnie rozumieć ich misję… Po kiego grzyba 90% Polski obsiać burakiem cukrowym, lub pasać na tym terenie kozy albo strusie?
W zasadzie, jakby się przyjrzeć – związki są piramidami finansowymi – zbierają drobne kwoty od członków-ciułaczy, po to, żeby wypłacać grubsze kwoty działaczom. Czy jako instytucje stricte finansowe nie powinny podlegać kontroli KNF? Idąc tym tropem można by postulować nawet przekształcenie ich w firmy – Spółki z o.o. Ułatwiłoby to sprawę. Jak nie zrobią wyniku (składki) to prezesów won z fotela. Spytacie: a małżeństwo? No cóż… To też układ finansowy, o czym wiele osób boleśnie przekonało się przy rozwodzie.
W zasadzie – biorąc pod uwagę powyższe fakty – mógłbym z czystym sumieniem wszelkie związki, poza małżeńskim, określić piramidami finansowymi. A wtedy okazuje się, że są szkodliwe i powinny być ścigane przez prawo. Mamy, jako ludzie, dziwną tendencję do zawiązywania formalnych stowarzyszeń, związków, partii itd. i przerzucania odpowiedzialności za swoje działania i swoje życie na innych. Ci “Inni” najczęściej okazują się koniunkturalistami, cwaniaczkami, dyzmami (tak, z małej – Nikodem to przy tych cwaniaczkach to był “gość z klasą”) i świetnie wykorzystują nasze lenistwo.
Niech mnie ktoś przekona, że jakiś związek w Polsce robi to co powinien, zamiast windować kariery naszych pulchnych “nikosiów”. Niech mi ktoś udowodni, że jakikolwiek związek zasłużył na uznanie.
…
Nie ma nikogo. No cóż – to strasznie trudne wiecznie mieć rację. Ale przyjmę to brzemię z pokorą.
Straszydła polityczne
Posted by Kajak in Felietony, Straszydła polskie on 5 Kwiecień 2011
Polska to kraj straszydeł. Dzieci straszy się “Dziadem”, “Babą”, a dorosłych PO, PiSem, katokościołem i “komuną”…
Niestety, w naszej rzeczywistości powodów do lęków mamy sporo. Więc łatwo nam się identyfikować z powszechnymi lękami. Zwłaszcza w polityce, na której się nie znamy (za to lubimy uchodzić za znawców), a która zawsze rządzi się innymi regułami niż te z codziennego życia.
Straszydło pierwsze: komuna
Komuny nie ma i nie było. Okres PRL to ciągłe budowanie socjalizmu (z czego nic nie wyszło), aż do lat 80-tych. Co ciekawe – od połowy lat 80-tych “komuna” sama się “rozbrajała” – w zakresie gospodarki na podstawie tzw. pakietu Wilczka, w zakresie polityki poprzez odwilż po śmierci ks. Popiełuszki. Okrągły Stół był ważnym, ale tylko epizodem – bez niego PRL też kroczyłby tą drogą, tylko nie wiadomo kto by był u władzy – tu faktycznie część prawicowych polityków i publicystów ma rację – Magdalenka i Okrągły Stół to był Układ. Układ, który miał zapewnić z jednej strony udział opozycji we władzy, z drugiej “rozgrzeszyć” dawną nomenklaturę. Tylko co z tego wynika? Po pierwsze to, że dzięki temu udało się bezkrwawo przejść przez demokrację fasadową (sejm kontraktowy) do prawdziwej, a także jakaś część dawniejszych “elit” wzbogaciła się kosztem reszty społeczeństwa. O ile to drugie jest jak najbardziej naganne (choć z drugiej strony – niech każdy z nas odpowie sobie na pytanie, czy dzisiejsi krytycy tego porozumienia nie wzbogaciliby się, gdyby mieli taką okazję – wystarczy popatrzeć na dzisiejszą elitę polityczną – w większości to ci sami ludzie), o tyle to pierwsze należy pochwalić.
Nie jest sztuką umierać dla ojczyzny, co z dzisiejszej, “gdybalnej” perspektywy chcą nam wmówić jako słuszne nasi kochani prawicowcy (tak, tak – rozprawa krwawa z PZPR im się marzyła, zapomnieli „tylko”, że taka rozprawa to ofiary wśród ludności, bo ani PZPR ani „służby”, gdyby musiały, nie sprzedały tanio skóry – przykład? Rumunia, kraje bałtyckie)
Podsumowując to straszydło – mocno nieaktualne i funkcjonujące raczej jako usprawiedliwienie dla obecnej klasy politycznej, a raczej jej części. Przyznajmy, że nawet ta część: Macierewicz, Kaczyński, zakon PC – miała swoje 5 minut za III RP – byli beneficjentami porozumienia Okrągłego Stołu. A że się nie podobało…
Straszydło drugie: Pazerny Kościół Katolicki
Takim straszakiem posługuje się część lewicy (ta bardziej na lewo) i Janusz Palikot. Kościół broni się, oświadczając (częściowo słusznie) że proces jego bogacenia to raczej przywrócenie jemu mienia utraconego za PRL. Jest jednak pewne ale:
- Kościół bogaci się niewspółmiernie do stopnia bogacenia się obywateli państwa
- Kościół korzysta z przywilejów niedostępnych ani osobom aktywnym biznesowo, ani innym organizacjom
- Po drodze Kościół katolicki „zgubił” swoją główną działalność – religijną i charytatywną
Kościół faktycznie, może nie jako całość, ale jako poszczególne „znane” jednostki i część zgromadzeń/parafii wykazuje tendencje do pazerności. Z jednej strony głosząc Ewangelię, która pochwala materialne ubóstwo (jako przeciwieństwo duchowego wzbogacenia), z drugiej wykłócając się o kolejne dobra i utrzymanie uprzywilejowanej (zwłaszcza wobec innych związków wyznaniowych) pozycji Kościół katolicki w Polsce jest nieautentyczny. Jeśli Bóg jest wszędzie, i nie ma dla niego znaczenia blichtr i luksus, po co ekscesy Ojca Tadeusza czy arcybiskupa Głodzia? Jeśli gromadzenie dóbr materialnych jest grzechem, czemu służą wystawne życie hierarchów i taka obrona Komisji Majątkowej – już wyjątkowo skompromitowanej?
Do materialnej pazerności Kościoła można dołączyć pazerność na władzę i rząd dusz. Polski Kościół nie należy do tolerancyjnych – nawet tzw. nurt liberalny ma tendencje do ostrych sądów, potępiających myślących inaczej. Brakuje myśli Jana Pawła II, Tisznera, a nawet abp. Gocłowskiego. Brakuje postaci na miarę Wyszyńskiego – niezłomnych w swej wierze, cierpiących za nią, a jednocześnie wyrozumiałych dla świata grzeszników. Te braki skutkują zmniejszaniem się liczby aktywnych wiernych, dyskusji intelektualnej (zastępuje ją, tak samo jak w partiach politycznych – ślepe posłuszeństwo)
Podsumowując: straszydło nadal aktualne – niestety, wygląda na to, że coraz bardziej. Szkoda, bo Kościół katolicki ma w Polsce długą i chlubną w większości tradycję. Niestety nie wyciągnął lekcji z tego, co dzieje się z religią na Zachodzie Europy, a pomysł na „eksport” polskiego katolicyzmu… No cóż – bajanie nic nie kosztuje
Straszydło trzecie i czwarte: PiS u bram/Monopol władzy PO
Tym straszydłem w jednej wersji w różnych wariantach (PiS sam, PiS z SLD, PiS z pociotkami PJN/LPR, Dornem…) straszy nas przede wszystkim obecnie rządząca PO, Czasem wtóruje jej (wariant PiS z PO) SLD lub PJN. Druga wersja to ulubiony straszak PiSu i jego „klonów”. Czy powrót PiS do steru to faktycznie taki dramat? Czy pozostanie PO u władzy to klęska Polski? Czy te dwie wizje jakoś się różnią między sobą?
Po pierwsze – jak widać po ostatnich 20 latach – żaden (no może poza ekipami Millera i Jerzego Buzka) rząd nie zdobył się na realizację obietnic wyborczych. Wciąż festiwal życzeń pobożnych, i wciąż miałka kontynuacja najbardziej zachowawczych działań poprzedników. Ani IV RP, ani drugiej Irlandii (na szczęście) nie doczekamy. Szkoda tylko, że Polska traci szanse na zostanie faktycznym, innowacyjnym, gospodarczym i politycznym centrum Europy. Liderujemy, co prawda peletonowi (tzw. kraje 2 Unii), ale czołówka już dawno nam odjechała. I to na nasze własne życzenie. Zamiast, podobnie jak Estonia, stawiać na szybki rozwój, zwłaszcza nowych technologii, pielęgnujemy skanseny (górnictwo, kolej), kolejne rządy niańczą kolejnych niezadowolonych, politycznie od 1989 roku tylko stoimy w miejscu lub wykonujemy małe kroczki w tył (ordynacja proporcjonalna, listy partyjne). A teraz popatrzmy na ostatnie lata:
- Odpowiadając na hasło „PiS u bram” – czy PO zlikwidowała CBA? Nie – sama z nigo politycznie korzysta. Czy PO wprowadziła okręgi jednomandatowe? Nie, i raczej się na to nie zanosi. Czy PO w jakikolwiek sposób zrewolucjonizowała administrację i gospodarkę? Nie, kontynuuje to samo mierne tempo działań (zresztą, przypadkiem – tej chyba powolności zawdzięczamy w miarę łagodne przejście ostatniego kryzysu). Czy odpolityczniła media publiczne? Nie, nawet tolerowała ich upolitycznienie przez PiS/SLD.
- Odpowiadając na hasło „Monopol PO” – czy PO zniosła nasze „pseudodemokratyczne” instytucje? Nie, utrzymuje wygodny dla wszystkich opcji politycznych Status Quo. Czy zmonopolizowała polską scenę polityczną? Nie – jak widać po wiadomościach – wciąż funkcjonują i PiS, i SLD, i mniejsze ugrupowania. Czy PO rozkradła/sprywatyzowała majątek narodowy? Nie. I tak dalej, i tak dalej…
Otóż na naszej scenie politycznej nie ma żadnej ciekawej alternatywy. Politycy, uzależnieni od różnych grup interesów (zwłaszcza urzędników) NIE ZROBIĄ NIC rewolucyjnego. Nie przeprowadzą żadnej istotnej reformy (te żałosne podskoki wszystkich rządów to jedynie korekty pewnych działań). Z całej sceny politycznej wyróżnia się na plus Michał Boni (jedyny pracujący nad PRZYSZŁOŚCIĄ POLSKI) oraz Janusz Korwin Mikke (tu z kolei bałbym się, mimo dużej dawki dobrych pomysłów, czy całość jego wizji Polski nie kwalifikuje się, jako utopia raczej). Reszta – załatwia swoje małe interesy na dziś.
Straszak – mało przekonujący – kogo byśmy nie wybrali, no chyba że JKM
, nic się nie zmieni. Ten sam teatrzyk od 20 lat, te same, lekko przykurzone kukiełki. Gdyby tylko bilety nie były aż tak drogie.
Podsumowanie
Kochani politycy – straszaki mierne – na mnie nie działają. Szkoda tylko, że zamiast polityki mamy cyrk – kilku klaunów na zmianę wykonujących te same sztuczki. Nawet najgorszy artysta estradowy wie, że od czasu do czasu swój program trzeba zmienić, a na plakatach nie można wciąż dawać tych samych sztuczek, których w dodatku nie potrafi się pokazać na scenie. Z tego cyrku, co prawda, widzowie nie wyjdą. Ale może kiedyś, wzorem Kaliguli, zechcą uczynić politykami swoje konie, świnie i krowy… Przynajmniej byłaby to jakaś odmiana.
W(y)stępniak śląsko-kujawski
Posted by Kajak in Poniedziałkowy w(y)stępek on 4 Kwiecień 2011
Tematem ostatnich dni jest istnienie (lub nie) narodowości śląskiej i funkcjonowanie (lub nie) ukrytej za nią “opcji niemieckiej”. Opcja niemiecka, to według prezesa PiS – Kaszubi i Ślązacy. Opcja niemiecka stoi w opozycji do polskości (przepraszam – POLSKOŚCI), reprezentowanej przez prezesa i jego ugrupowanie ( a także, według ich przekonania przez większość narodu – prawdziwych Polaków). Jak na wykształconego człowieka, prezes PiS ma stanowczo zbyt duże braki w wiedzy historyczno-społecznej. Gdyby nie one, można by przyjąć jego wywód, ale…
1. Z tego, co nam wiadomo, a wiadomo nieźle, Rzeczpospolita nigdy w swojej historii nie składała się wyłącznie z osób narodowości polskiej – nawet po II Wojnie Światowej osoby innej narodowości stanowiły znaczący odsetek naszych obywateli – co nie przeszkadzało im czuć się obywatelami naszego kraju. Nie mówiąc już o II RP czy nawet Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ba, od wieków aż do II Wojny Światowej za Polskę oddawali życie Żydzi, Niemcy, Kaszubi, Ślązacy, Węgrzy, Rosjanie, Ukraińcy, Litwini i wiele innych nacji.
2. Czy narodowość śląska istnieje? Według NSA nie, według Ślązaków – tak. Ciężko przyjąć stanowisko obiektywne – faktycznie – istnieje odrębność kulturowa, zwłaszcza Górnego Śląska. Z Dolnym jest już trudniej, bo tam wiele osób to powojenni repatrianci z Kresów. Jeśli tą odrębność kulturową przyjąć jako wykładnię – to górę bierze opcja RAŚ. Jeśli zaś oprzeć się na prowadzonych na siłę badaniach z lat 50 i 60-tych, udowadniających polskość tych terenów – no cóż – jeśli prezesowi nie przeszkadza podpieranie się nauką z okresu PRL, prawdziwym Polakom też nie przeszkodzi.
3. Historycznie rzecz ujmując – Śląsk, Pomorze, Warmia i Mazury to stosunkowo “młode” ziemie polskie – w zasadzie dołączyły do “nas” po 1945 roku. Są polskie podobnie jak… Mazowsze, z którego prezes się wywodzi. Pamiętać należy, że za kolebkę polskości uważa się Wielkopolskę z Kujawami, oraz Małopolskę. Mazowsze, okresowo wchodzące w skład Królestwa Polskiego, dołączyło na stałe do Polski w XV/XVI wieku. Więc w przeciwieństwie do prezesa-Mazura, mam prawo czuć się prawdziwym Polakiem, co zresztą nie przeszkadza mi czuć się Kujawiakiem.Ze Śląskiem było podobnie jak z Mazowszem, jedynie okresy “Poza Polską” wyglądały inaczej.
4. Co do opcji niemieckiej – to książęta mazowieccy ściągnęli do Polski Krzyżaków i nadali im ziemie, które umożliwiły budowę Państwa Zakonnego, przekształconego później w Prusy, które z kolei zjednoczyły państwa niemieckie w II Rzeszę. Stosując “metodę” prezesa Kaczyńskiego – można uznać, że to Mazurzy, a nie kto inny stanowią zaplecze opcji niemieckiej. Ślązacy i Kaszubi wystarczająco często przelewali krew za Państwo Polskie, by nie straszyć nimi, jak “Niemcem”.
Afera a’la kolejny “dziadek z Wehrmachtu” – kolejny temat zastępczy – prezes kreuje się na bohatera, ratującego polskość przed germańskim oprawcą. Kierowani troską o stan zdrowia naszych polityków, polecamy zamiast pisania głupot pozycję “najeźdźca”. Może być z Markiem Suskim.
Stopka alternatywna (28.03-03.04.2011)
Posted by Kajak in Stopka Alternatywna on 4 Kwiecień 2011
Tym razem stopka wyjątkowo krótka:
Walenie skinów w garniturach: Marcin Meller, Brak zarostu na plecach: Andrew “Samoopalacz” Lepper, Niesamowita skromność (Uważam, że to jest taki talent mimo woli…) oraz brak zgody na degradację do pozycji spin-doktora: Jacek Kurski, Diagnoza kardiologiczna Jarosława Kaczyńskiego: Ryszard Czarnecki; Fascynacja męskimi podbrzuszami: Radek Sikorski i Jarosław Kaczyński; Blokowanie młodych w średnich miastach: nisko zagęszczony sufit, Nagrody za ciężką pracę po katastrofie: Grzegorz Schetyna i Prezydium Sejmu;
Od redakcji: Prosimy o podawanie własnych typów do stopki. Najlepiej – przez naszą stronę na Facebooku, lub na adres: przemek.wysota@gmail.com.
Św. Paweł z Tarsu
Posted by Kajak in Wywiady (nie)poważne on 2 Kwiecień 2011
W dzisiejszym wywiadzie niepoważnym wyjątkowa postać: Żyd, chrześcijanin, oprawca a potem obrońca, męczennik, apostoł, człowiek-orkiestra: Św. Paweł z Tarsu.
CII: Witamy, witamy! Święty pewnie zmęczony – 2 tysiące lat dźwigania na barkach takiej odpowiedzialności. Na pewno możemy zaczynać?
Św. Paweł: Wyzyskujcie chwilę sposobną, bo dni są złe.
CII: No tak, rozumiemy, Święty ma pewnie na myśli kryzys, problemy w Północnej Afryce, katastrofę w Japonii?
ŚP: Prawda jest niczym niebo, a domniemanie jak chmury.
CII: Jak mamy to rozumieć? Czy Święty mógłby trochę jaśniej? Święty sobie żartuje z nas. Nie możemy pracować w takich warunkach.
ŚP: Kto nie chce pracować, niech nie je.
CII: No dobrze, niech się Święty nie obraża. Jakoś dobrniemy do końca. Święty oczywiście wie, z racji statusu zajmowanego Tam, o naszych polskich problemach? Gospodarka, wojenka między PiS a PO, śledztwo w sprawie Smoleńska? Podobno Antoni Macierewicz już 10 kwietnia 2010 roku wiedział, kto stoi za śmiercią Lecha Kaczyńskiego i pozostałych ofiar? Jak wszyscy wiedzą, Macierewicz nie kocha się za bardzo z partią rządzącą.
ŚP: Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i wiarę miał tak wielką, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał – byłbym niczym.
CII: Nie za ostre to słowa, jak na Świętego? To w końcu zasłużony katolik. Wielu mówi, że to dobry człowiek.
ŚP: Dobroć polega na szanowaniu i kochaniu ludzi bardziej niż na to zasługują.
CII: No tak, pewnie Święty, z racji powiązań z “górą” wie lepiej. Nie wypada nam się spierać. A czy obserwuje może Święty polski Kościół. Co Święty może powiedzieć np. o środowisku Radia Maryja? Powszechnie wiadomo, że w większości stanowią je kobiety.
ŚP: Kobiety mają milczeć w kościele.
CII: Oj, Święty jakiś spięty. W dodatku podpadnie paru kobietom. Może Święty powinien odpocząć. W Raju pewnie wielu przyjemności zabraniają, bo grzeszne?
ŚP: Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne. Wszystko mi wolno, ale ja
niczemu nie poddam się w niewolę.
CII: Czyli nałogów Święty nie ma. To dobrze. A wracając do naszych pytań. Wielu katolików jest przeciwnych obecnemu polskiemu rządowi. Uważają go za zdradziecki, służalczy wobec sąsiadów, niegodny. To samo twierdzą o naszym prezydencie. Jak się na to zapatruje osoba, bądź co bądź święta?
ŚP: Wszelka władza pochodzi od Boga.
CII: Czyli jako chrześcijanin zarówno rządzący, jak i rządzony powinien o tym pamiętać, tak? No to na Świętego może się teraz wielu naszych rodaków obrazić i gniewać.
ŚP: Gniewajcie się, ale nie grzeszcie.
CII: No tak. A jeśli ktoś nie wierzy ani jednej, ani drugiej stronie sporu?
ŚP: Tego, kto jest słaby w wierze, przyjmujcie bez roztrząsania poglądów
CII: Ciężko. Ta “wojenka na górze” strasznie nas męczy.
ŚP: Starajmy się o to, co przynosi pokój i co służy wzajemnemu zbudowaniu.
CII: Jak Święty myśli – czy faktycznie pozycja Prezesa Kaczyńskiego jest w PiS niezachwiana?
ŚP: On jest ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich.
CII: Tak, faktycznie tak to wygląda. A co Święty może powiedzieć o ostatnio słabszym, na tle innych liderów PO, Tusku? Myśli Święty, że odkuje się jeszcze?
ŚP: Samych siebie doświadczajcie, czy trwacie w wierze, siebie badajcie.
CII: Święty strasznie tajemniczy. A przecież w naszym kraju wszyscy oczekują znaku z góry, kto jest prawdziwym Polakiem i katolikiem, a kto nie.
ŚP: Takie właśnie postępowanie jest dla nich zapowiedzią zguby, dla was.
CII: No cóż. Dziękujemy za rozmowę, mamy nadzieję, że jednak tym razem Święty się myli.
Normalnie, jaja
Posted by Kajak in Felietony, Niestety całkiem poważnie... on 2 Kwiecień 2011
Miało być wczoraj – zasnąłem zmęczony po całym dniu. I miało być o czym innym… Niestety, patrząc dzisiaj na jedną z wiadomości na Onecie: Sikorski i Kaczyński o swoich podbrzuszach zapłakałem gorzko nad losem “Chleba i Igrzysk”. Niestety, całkiem poważnie, jesteśmy po prostu NIEPOTRZEBNI.
W kraju, w którym politycy dwóch największych partii, w dodatku jeden eks-premier, drugi bieżący minister sprawa zagranicznych, opowiadają prasie o swoich, za przeproszeniem, jajach i penisach, większego absurdu nie można osiągnąć. To nie jest już Prima Aprilis. Na konferencjach prasowych politycy rozmawiają o regularnej pornografii (no, gdyby to mówiła minister Kopacz, można by to jeszcze uznać za temat medyczny – jakby nie patrzeć – obydwaj impotenci intelektualni).
Nie dajmy się ponieść emocjom: Radek i Jarek fascynują się swoimi podbrzuszami – i co w tym dziwnego – jednego od dawna podejrzewa się o homoseksualizm, drugi to taki ładny chłopiec. Normalne, prawda? To czego się tu czepiać? Niestety, całkiem poważnie, jest się do czego przyczepić. U schyłku XIX wieku Żelazny Kanclerz porównał politykę do kiełbasy. Zaznaczył, że gdyby lud wiedział jak się robi jedną i drugą, to ani z jedną, ani drugą nie chciałby mieć więcej do czynienia. Mylił się Bismarck, oj mylił.
Od co najmniej 20, jeśli nie od 50 lat lud wie. I ani w kwestii kiełbasy, ani w kwestii polityki znaczące zmiany nie następują, przynajmniej po stronie ludu. Lud dalej żre kiełbasę, lud dalej słucha tępo swoich politycznych idoli. Niezależnie od tego ile wody i chemii masarz doda do kiełbasy, zawsze ktoś ją kupi i zje. Niezależnie od umiejscowienia na scenie politycznej (prawo, lewo, przód, tył), każdy z “aktorów” ma swoją widownię. Niestety, zupełnie jak w teatrze czy kinie, aktorzy coraz gorsi, i scenariusz coraz bardziej do dupy.
Niedługo kolejna szopka – festiwal sztuki aktorskiej – rocznica katastrofy (nie zamachu, nie wypadku -KATASTROFY – tyle wiemy) pod Smoleńskiem. Ciekawe, czy tematem przewodnim znowu będą jaja. Oby tylko w tym przypadku nie było aż tak dosłownie jak we wspomnianej polemice JarKacza z Radkiem.
Potem na dobre zacznie się walka wyborcza. Niestety, lud znów będzie udawać, że wierzy swoim “wybrańcom”, a oni znów będą udawać, że dbają o lud. Czy tylko mnie to razi? Czy tylko ja mam wrażenie, że to kolejna farsa? Gdzie jest dbanie o własne społeczeństwo, choćby i takie, jakie reprezentował Żelazny Otto? Gdzie jest chrześcijańska miłość bliźniego, zwłaszcza bezdomnego i bezrobotnego? Gdzie są politycy, którzy wzorem starożytnego Rzymu, dbają nie tylko o igrzyska, ale i o chleb dla ludu (nie dla siebie, wtedy polityk sam musiał się wyżywić, i jeszcze łożyć spore kwoty w zamian za sprawowanie urzędu – oficjalnie lub nie).
Ech, gdyby nie to, że potem do władzy przyjdą jeszcze głupsi, przydałaby się rewolucja… Niestety, całkiem poważnie…
No i gdzie to Pogotowie?
Podczas ostatniego (VI) Półmaratonu Warszawskiego (27.03.2011) poczułem się faktycznie jak w Monty Pythonie. Na Torwarze, konie, VIP-y, Bronek Komorowski, pod Torwarem trasa biegu + punkt przemiany wody (i Powerade‘a) w moce witalne biegaczy… Szum informacyjny. Spacerek od Torwaru przez Łazienkowską w kierunku Rozbratu urozmaicały strugi wody z porzucanych przez biegaczy kubeczków. W którymś momencie wydało mi się, że biegnący przyspieszają pod wiaduktem Trasy Łazienkowskiej i zwalniają mniej więcej w 1/3 nowego Stadionu Legii. Co jest? Czasówka, premia górska? Dochodząc do owej 1/3 stadionu zacząłem rozumieć. Najpierw rytm perkusji, potem “szczekanie” gitar, w końcu pasaże basu. I gdzieś na wysokości wiaduktu usłyszałem wokalistę. “Grają gdzieś” – pomyślałem. Biegnącym w półmaratonie muzyka jakby dodawała energii. Klaskali. Pierwsze myśli – ktoś puszcza muzykę z płyty – wystawił głośnik na parapet i kibicuje. Potem zobaczyłem… Pogotowie Energetyczne. Pięciu chłopa, chociaż niektórzy chyba nigdy niegoleni (a przynajmniej młodo wyglądali) bawią się prądem i pieszczą nim biegaczy. No tak – biegacz pieszczony prądem nabiera szybkości niemal takiej jak fala tsunami na pełnym oceanie.
Napięcie wysokie, opór znikomy, natężenie potężne. To w skrócie muzyka zespołu Pogotowie Energetyczne. Kto wymyślił im nazwę – nie wiem. Miał rację – nie dość, że grają “z jajem”, energetycznie, to jeszcze faktycznie ratują – poprawiają rytm, humor, nastawienie do świata i w ogóle. Jaka to muzyka? Ska, pomieszane z różnymi wzorami z reggae, punka, rocka. Jak napisałem – zagrana “z przytupem” , przy okazji widać było, że panowie świetnie się nią bawili. To plus.
Kolejny plus za event – pomysł, by zagrać na środku skrzyżowania na trasie Półmaratonu – REWELACJA. Takie granie lubię – spontan, w dodatku nie regularny koncert dla fanów, tylko dla przypadkowych, skądinąd, ludzi. Mnie przekonali do swojej muzyki, i do tego, że to ich pasja i życie. Pewnie jeszcze nie raz się wybiorę, żeby ich posłuchać.
To tyle na plus. A teraz trochę z innej beczki – wszyscy komentatorzy zajmują się ostatnio programami typu “X-Factor” czy “Tylko Muzyka”. Gorzej, nie tyle programami, ile jurorami. Ludzie! Ja myślałem, że to konkurs, w którym rywalizują wykonawcy, artyści nieodkryci lub mało znani, a nie kolejna ustawka do “Plotka” i “Super Expresu”. Zamiast rywalizacji artystów, widzimy rywalizację jurorów, których (niestety, często) oceniają artyści. Pomijam tu całkowicie bezmózgie beztalencia, które twierdzą, że “urodziły się by odmienić muzykę i nieść pokój światu”. Podobnie jak u części wykonawców, mdłości i torsje wywołują we mnie kolejne opisy teatrzyków Wojewódzkiego, narzekania Zapendowskiej – mówienie, że Eurowizja to obciach, że polski pop się skundlił, w momencie, gdy samemu promuje się kolejne plastikowe lalki, które śpiewać może i potrafią, ale przekonać publiczności, że to jest “ich muzyka” to już absolutnie nie – przepraszam, najlżejsze sformułowanie, jakie mi przychodzi na myśl, to hipokryzja. Gorszych nie chcecie czytać.
W programach tych owszem – znajdzie się kilka prawdziwych talentów – szkoda, że o ile na początku zostanie dostrzeżone ich zaangażowanie, o tyle później zostaną “zjedzeni”, dlatego, że nie trafią do wystarczającego rynku odbiorców. To w końcu promujemy artystów czy zarabiamy? Owszem – można i jedno i drugie, byle z głową.
Tej głowy brakuje ostatnio wielu “gwiazdom”. O ile do Łozowskiego i Kory jeszcze jakiś szacunek mam (choć znając życie – w ramach programu rozpędzą się tak, że momentalnie go stracę), o tyle Wojewódzki już mi się przejadł – szczerze: boję się otworzyć lodówkę. O Mai Sablewskiej nie mogę powiedzieć złego słowa. W zasadzie… to nie mogę o niej nic powiedzieć. To nie fair naigrawać się z osób obciążonych ciężkimi schorzeniami psychicznymi. Nie dziwię się, że Edyta Górniak pozbyła się takiej managerki, raczej – czemu ją zatrudniła? Jak taka osoba bierze się za “ratowanie polskiej sceny muzycznej” – Boże (o ile jesteś), spraw by jakimś cudem w programie zatrudniono Bogusława Kaczyńskiego.
Patrząc jak “Ostatnia bohaterka polskiego show-biznesu” niemal mdleje, niespokojnie się rozglądam: no i gdzie to Pogotowie?
Na początku naszego…
Posted by Kajak in Felietony, Kurw tura, Mimośród słowny, Niestety całkiem poważnie..., Ogłoszenia Patafialne, Poniedziałkowy w(y)stępek, Stopka Alternatywna, Straszydła polskie, Wywiady (nie)poważne on 1 Kwiecień 2011
… wystąpienia chcielibyśmy wszystkich serdecznie pożegnać. Szczególnie serdecznie chcielibyśmy pożegnać naszych bliskich (bo istnieje duża szansa, że komuś (znowu?!) się narazimy). Ponadto chcielibyśmy pożegnać sieć Biedronka, gdyż powszechnie wiadomo, że po wygranych przez PiSney’a wyborach zostanie poddana inwigilacji na okoliczność: kim jest Biedronka? Co ma wspólnego z Bolkiem i Stokrotką? Jaki towar, w jakich ilościach przekazywała Donaldowi i czy ma informacje, czy on tym towarem się zaciągał? Ponadto z żalem ogromnym chcielibyśmy pożegnać Drugą Irlandię, Drugą Japonię, a najchętniej Drugą Rzeczpospolitą w obyczajach politycznych. Z drugich najbardziej cenimy Drugi Oddech Kaczuchy i filozofię Jana Pawła Drugiego, aczkolwiek do pokolenia JP2, i odwołań wszelkiej maści moralistów do naszego wielkiego rodaka stosunek mamy ambiwalentny. Podobny stosunek, w dodatku przerywany mamy do zniczy, pochodni, okrągłych pierwszych rocznic itd.
Są rzeczy na tym świecie, ba, nawet w tym kraju, o których się nie tylko fizjonomom, filologom, ale nawet filosemitom nie śniło. MInister Radek “Smiley” Sikorski odmawia lobby żydowskiemu, popiera go JarKacz, chwali Donek, gości Bronek… Jedyny chyba rzeczywisty sukces naszego MSZ, że popierają go wszystkie główne siły w naszym pięknym kraju. W dodatku Smiley robi to wszystko wbrew stanowisku odwiecznego sojusznika Polski i Izraela! Wyjątkowo poważnie powiemy: niemal brawo, gdyby jeszcze Radek przygotował sobie ściągę z umów z USA, które w ostatnim półwieczu na ten temat podpisywaliśmy.
“Bulem”, niemniej pomieszanym z “nadziejom” witamy wyniki debaty o OFE. Boli nas, że “choćby filarów tu było czterdzieści, i choćby przyszło tysiąc Vincentów, i każdy portfel miał pełen “papierów”, to nie udźwigną, taki to ciężar”. OFE są nieefektywne, podobnie jak cały polski rynek papierów wartościowych, ZUS efektywny jest tylko w pozyskiwaniu ekskluzywnej armatury łazienkowej i organizacji szkoleń dla urzędników, o KRUSIE już nie wspomnimy przez szacunek dla “Pokerface’a” Waldka. A może nie szanujemy go aż tak bardzo? Otóż szanowni Państwo – nie ma żadnego znaczenia, czy Nasz Rząd Najjaśniejszy dobierze się do OFE czy nie. Nie ma żadnego znaczenia, czy ZUS dostanie nasze pieniądze, czy nie. Nie łudźmy się – zanim dożyjemy emerytury cały system pier… znaczy zawali się.
Cóż, zanim dostaniemy swoją Berezę Kartuską lub Brześć (tym razem Kujawski), popiszemy jeszcze trochę o tym i owym. A tymczasem chcielibyśmy się jeszcze raz serdecznie pożegnać:
Bardzo nam przykro, ale wracamy do Was.
Co o nas myślicie